Być jak „Zgorzkniała pizda”…

W słowie na niedzielę, dziś kłaniam się wszystkim mamom. Tym, które aktualnie prowadzą produkcję mleczną i podłączone do laktatora przymykają oko, żeby je z przerażeniem otworzyć, bo o mały włos nie rozlały nektaru bogów, tak pieczołowicie odciąganego resztką sił. Dziś dla tych, które za darmo zasnęłyby nawet w grobie, albo zapłaciły za godzinną sesje u psychologa, byleby mogły się zdrzemnąć godzinkę. Dla tych, które ciężko pracują, a potem z językiem na brodzie gnają do domu, a potem gotują obiadek, a potem odrabiają z dziećmi lekcje, a potem wstawiają pranie, jeżdżą na miotle, kąpią dzieci, obcinają im paznokcie, szykują tornister na kolejny dzień i gdy z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku kładą się do łóżka spać dopada je myśl: „Matko święta, chłop od rana nie ruchany”😂😂😂 Dla Was wszystkich miłe Panie, przesyłam wyrazy szczerego uznania, łącze się z Wami w bólu, szczerze współczuję, trzymam kciuki i utwierdzam w przekonaniu, że nic nie trwa wiecznie i nie jesteście same (macie mnie). Chcę Was dziś pocieszyć… Pare lat temu ( bo to nie świeżutka propozycja) natknęłam się gdzieś w Newsweeku, na recenzje książki „Zgorzkniała pizda” autorstwa Maria Sveland. Z uwagi na jej „grzeczny” tytuł postanowiłam ją kupić. Na drugi dzień, jak tylko drzwi mojej ukochanej księgarni się otworzyły, z entuzjazmem na pysku i wyszczerzonymi w geście radości zębami dokonałam zakupu. Powiem Wam szczerze, że wyjątkowy był to dla mnie dzień. Od lektury nie mogłam się oderwać, bo im dłużej ją czytałam, tym bardziej dochodziłam do wniosku, że ta główna bohaterka, to ja sama. Ja, która w tamtym okresie przyrośnięta wręcz do pieluch, z cycem na wierzchu i największą ambicją – dotrwać do wieczora, dowiedziałam się, że nie jestem sama. Dowiedziałam się jaka jestem i jak mnie mogą postrzegać inni, dowiedziałam się wreszcie, dlaczego tak jest. Po skończonej lekturze przez dwa dni w domu panowała cisza (co mi się nie zdarza). Szczerze, to nie wiem nawet dlaczego. Jakoś tak mnie to wszystko ruszyło, że nie potrafiłam o tym nie myśleć. Niesiona tym dziwnym nastrojem pożyczyłam książkę koleżance z piaskownicy. Po dwóch dniach ją spotykam i pytam „i jak przeczytałaś ?” A ona mi na to, że całą noc czytała, że książka fantastyczna, że chyba o niej i że z chłopem od momentu przeczytania nie gada😂😂 I tudzież miłe koleżanki kamień spadł mi z serca, bo okazało się że nie tylko ja tak zareagowałam na ta lekturę. Przechodząc do sedna sprawy. Przeczytajcie. Bardzo polecam. Może w jakimś stopniu zmieni to Wasze myślenie i podejście do sprawy niezmiernie trudnej, jaką jest macierzyństwo i własna tożsamość. Ponieważ wszystkie Was kocham miłością wielką chciałabym żeby i Wam było lżej i żebyście uwierzyły w siebi i swoją siłe. Książka Wam w tym na pewno pomoże. Stad, dziś ta moja „recenzja” Trzymajcie się moje Samice. Do usłyszenia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: