Mój wolny wybór

Moje kochane
Nie jestem w stanie uspokoić swoich emocji!!! Nie jestem w stanie o tym nie myśleć i nie jestem w stanie odwrócić od tego wszystkiego wzroku. Pewnie nawet gdybym schowała się w mysią dziurę i tak by mnie to wszystko dopadło. Te które mnie śledzą i poczytują, dobrze wiedzą, że ja na ogół z humorem i dystansem do siebie, do ludzi, do świata piszę. Dziś nie dam rady z humorem – wybaczcie. Dziś z ciężkim sercem moje myśli wróciły do bardzo dawnych czasów i sytuacji, które miały miejsce w moim życiu. Wszystko to za sprawą trybunału konstytucyjnego i jego ostatniej decyzji w sprawie zakazu aborcji. Wszyscy wiemy, że ustawa w dotychczasowej formie była wypracowanym w pocie czoła kompromisem, między państwem, kościołem i nami Polakami. Jakiś mały idiota (i dobrze wiemy wszyscy o jakiego idiotę chodzi) wymyślił sobie, że przypodoba się ch..j wie komu i zmieni ustawę bo przecież on wie najlepiej jak to jest mieć dzieci, jak to jest mieć żonę, która jest w ciąży i jak to jest mieć i wychowywać potwornie chore dziecko. Gratuluję temu Panu pomysłowości, wzrostu, a przede wszystkim ogromnych pokładów zwykłej ludzkiej empatii. Hitler też miał „świetny pomysł” i górnolotną ideę.
Dość, nie będę już o tym czerstwym krasnalu pisać. Nie o tym chciałam wam opowiedzieć. Dziś wróciły mi wspomnienia sprzed ponad 10 i ponad 3 lat. Smutne. Bardzo dla mnie smutne i nie do wymazania. Ponad 10 lat temu zrobiłam test ciążowy. O niebiosa!!! Radości mej nie było końca – dwie kreski. Tak bardzo pokochałam ten zarodek od pierwszej minuty. Tak bardzo czułam, że muszę zrobić wszystko żeby mój bejbiś był zdrowy, dobrze odżywiony i szczęśliwy tam u mnie w brzuszku. Wybrałam lekarza prowadzącego, łykałam witaminki, robiłam badania, starałam się nie stresować i cieszyć tą ciąża. Na jednej z wizyt Pani doktor, nie z gruchy mi z pietruchy, wywaliła że moje maleństwo urodzi się z wodogłowiem. Zamarłam!!! Zamarłam na tym fotelu, zastygłam w bezruchu, zatrzymał się czas, przestałam słyszeć i tylko czułam spływające po policzkach łzy. Tyle pamiętam z tej wizyty. W milczeniu wróciliśmy z mężem do domu. Pamiętam, że trzymał mnie za rękę i powtarzał: kochanie zobaczysz, będzie dobrze. Nie spałam całą noc. Od rana wydzwaniałam po gabinetach lekarskich, które wykonują badania prenatalne i USG najwyższej klasy. Wszyscy z chęcią mnie przyjmą, ale za dwa trzy dni, za tydzień bo niby prywatnie ale są kolejki. A ja musiałam natychmiast bo miałam wrażenie , że zwariuję bo tak bardzo chciałam wiedzieć czy ta okrutna diagnoza jest pewna. Późnym wieczorem pojechałam do najsławniejszego gabinetu w mieście i najsłynniejszego ginekologa w województwie. Nie zarejestrowana, nie umówiona na wizytę, ale za to zapłakana i roztrzęsiona stanęłam w jego drzwiach i błagałam, żeby został chwilę dłużej w pracy i mnie zbadał. Ulitował się nade mną i przyjął. Zapytał w czym problem i rozpoczął badanie. I wiecie co moje kochane… Diagnoza poprzedniej Pani doktor była kompletną pomyłką. Lekarza stwierdził, że dzidziuś jest zdrowy, świetnie się rozwija i nie wie co za wariat i z jakiego powodu mnie tak wystraszył. Nawet nie wiecie jaką poczułam ulgę. Wsiadłam do auta i razem z mężem jak na zawołanie zaczęliśmy płakać. Płakać bo puścił nas stres i płakać z radości. Tych kilka dni czekania na drugą diagnozę były dla mnie koszmarem i stresem tak ogromnym, że nie jestem w stanie wam tego opisać. Wiedziałam tylko jedno czy będzie zdrowe czy chore i tak je urodzę, bo już je miałam pod sercem. Miałam też osoby na które mogłam liczyć męża, rodziców, rodzinę. U mnie na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Mam zdrową, silną i pyskataącórkę teraz już ponad 10 letnią. Ale powiedzcie mi co z tymi, które nie miały tyle szczęścia co ja? Co z tymi, które wiedziały od początku, że ich dzieciątko jest tak chore, że zaraz po porodzie będą się z nim żegnać? Że przez 9 miesięcy będą w ciągłym strachu, stresie i czekają na to, żeby zdążyć się pożegnać z istotą której serce przez 9 miesięcy biło razem z jej sercem. Nie każdy ma siłę, żeby coś takiego przeżyć. Nie każdy ma siłę, żeby każdego dnia przez okres ciąży planować pożegnanie i pogrzeb swojego dziecka. Nie każdy ma siłę żeby słuchać gratulacji z powodu ciąży, gdy wie że jej zakończenie przyniesie tylko śmierć. Właśnie dlatego ten wybór, który nam się odbiera jest tak ważny. Dokonasz go sama i nikt Cię do tego nie może zmusić.
Ciąża druga. Planowana, wyniki bardzo dobre, samopoczucie również. Bez komplikacji, bez incydentów, bez stresu. Rozwiązana przez cesarskie cięcie. Mały, słodki, ròżowiutki Miś otulony w mych ramionach. Radości nie było końca. A właściwie był. Drugi dzień po porodzie. To właśnie tego dnia przyszła do mnie pielęgniarka i kazała zadzwonić po męża bo lekarz chce się z nami spotkać i porozmawiać. Nie czekałam na męża. W pośpiechu, bólu po cesarce i z sercem w gardle pokonałam 3 piętra schodów i wpadłam na odział intensywnej terapii, gdzie leżało moje dzieciątko. Okablowane, podłączone do sprzętów i ten dźwięk bip, bip, bip, bip… Rozmowa z lekarzem… Pamiętam tylko słowa: duża wada serca, rozszczep podniebienia, testy genetyczne i operacja. Straciłam czucie w nogach i całym ciele. Nie słuchałam niczego więcej tylko uciekłam do mojego Maluszka. Stałam tak, dotykając jego malutkiego ciałka i szeptałam ” kochanie bądź silny, wszystko będzie dobrze tylko codziennie na mnie czekaj” Wiecie co ? Niewiele pamiętam z tego okresu, codzienne odwiedziny, odciąganie i przywożenie pokarmu, krótka chwila na przytulenie i moja mantra szeptana mu do ucha. Kocham Cię, czekaj na mnie do jutra… Po pięciu tygodniach operacja, bo nie było innego wyjścia. Stan był bardzo ciężki.
Dnia operacji nie pamiętam. Gdzieś chodziliśmy z mężem po szpitalu… Dwa dni po operacji dźwięk telefonu jeżył mi włos na głowie. Byle nie ze szpitala, bo brak wieści to dobre wieści. Po dwóch miesiącach mogłam go zabrać do domu. Dziś jest małym elektronem, którego wszędzie pełno i który każdego dnia przypomina mi ile mieliśmy szczęścia. Moja wygrana na loterii!!! Ja miałam szczęście… Nie każdy tak może powiedzieć. I wdzięczna jestem za to co mam, za tyle szczęścia, za wszystkie zbiegi okoliczności, za cudownych lekarzy, za rodzinę, za przyjaciół i za wszystkie moje wybory. Wybory, do których nikt mnie nie zmuszał i mogłam decydować sama. Życzyłaby wszystkim ludziom na świecie tyle szczęścia ile ja miałam, ale wiem że to nierealne życzenie. Życzyłabym wszystkim tyle siły ile ja mam w sobie, ale to też nierealne życzenie. Wreszcie życzyłabym wszystkim jednego realnego życzenia. Możliwość wyboru gdy życie stawia nas pod ścianą.
Tak więc mały hitlerowcu pomyśl zanim skarzesz kogoś na cierpienie i piekło na ziemi, czy sam chciałbyś mieć wybór czy nie!!! Mam nadzieję, że w piekle sam Hitler wsadzi Ci za twe „dokonania” ananasa w dupę. Może pozwoli Ci wybrać jego wielkość. Życzę Ci tego.
Wam moje kochane życzę tylko dobrych wiadomości, dużo miłości i utulajcie teraz do piersi swoje „wybory”.
Kocham Was kobietki. Wszystkie bez wyjątku po prostu kocham.

One thought on “Mój wolny wybór

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: