O Mnie


Anna

24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu – mama. W tej samej ilości żona. W stanach chorobowych pielęgniarka i lekarz, czasem rehabilitant. Od 38 lat córka, od 36 i 30 siostra, a od 9 synowa. Mam też etat nauczyciela, choć bez specjalnych kompetencji, pani sprzątaczki , kucharki i logistyka, czasem bankiera. Z wykształcenia jestem … w sumie, to nie wiem 😂😂Miałam chronić środowisko z tytułem mgr inż. Lata po studiach spędziłam pracując „charytatywnie” w administracji państwowej, choć od zawsze, ze względu na moje wyszczekanie i zaradność, marzyła mi się zupełnie inna fucha. No cóż, może jeszcze spełnię to marzenie, aczkolwiek, może być ciężko bowiem musiałabym zacząć od stanowiska sekretarki działu handlowego, a do tego mam już za obwisłe cycki😂😂. Choć istnieje cień nadziei. Zrobię operację usztywnia biustu i z tym nowym atutem wkroczę na rynek pracy 😂😂😂. Jestem nerwowa, często wykończona, ale ogromnie szczęśliwa. Jednym słowem, jestem MAMA. Mam dobre i złe dni. Czasem krzyczę na dzieci, żeby chwilę później tego bardzo żałować. Kocham spędzać z nimi czas, choć nie znoszę zabawy lalkami i samochodzikami. Uwielbiam paradować w obcasach, ale zdarzają mi się dni, że do wieczora ganiam nieogarnięta w piżamach. Palę fajki. Tak, tak wiem – palenie szkodzi i już dawno powinnam to rzucić. Mąż mnie też od dawna do tego przekonuje i powiem wam szczerze, że dwa razy mu się udało wywrzeć na mnie spory nacisk, i dosłownie i w przenośni, bo od tego nacisku powiłam dwoje dzieci. 😂😂 No dobra wiecie, że palę, że jestem pełnoetatową mamą dwójki wiecznie jęczących dzieci i jak pewnie zdążyliście zauważyć mam naturę ekshibicjonisty. Mając dość podcierania tyłków, gotowania obiadków i wiecznego sprzatania po tej mojej gromadzie troglodytów, postanowiłam zrobić coś dla siebie. Blog jest dla mnie swego rodzaju terapią na napady depresji, wywołane monotonią dnia codziennego, tym „do porzygania” upalnym miejscem, które pozbawiło mnie bliskości rodziny, rozwoju zawodowego i grona starych przyjaciół. Jestem ekshibicjonistką. Nie, że latam z gołym tyłkiem po chałupie, tylko po prostu, nie mam oporów przed mówieniem o rzeczach bardzo osobistych albo niewygodnych. Nie mam czasu „w tyłek sie podrapać” a muszę przyzać, że byłoby w co się drapać, bo prócz tego, że mam czym oddychać, to jak mawia mój kuzyn „pierdnąć też czym mam” 😂 Nie mam w nawyku oceniania ludzi. Gówno mnie obchodzi czy ktoś uprawia seks tylko „po bożemu”, czy jest gejem, czy ma tytuł doktora, i czy jest święty czy kopnięty. Każdemu należy się szacunek – tak mnie wychowano. Mam swoje żelazne zasady i słabą „silną wolę”. Przeklinam, krzyczę, kocham, nienawidzę, modlę się i płaczę zawsze z ogromną siłą. Kocham ludzi, podziwiam piękno, próbuję złapać ulotne chwile i delektować sie nimi jak maminą szarlotką. Mam cudowną rodzinę, która jest moim paliwem do działania i z której czerpie siłę. Pozdrawiam Was wszystkich, zachęcam do dalszej lektury i wszelkiej aktywności – łącznie z seksualną (ale to już we własnych alkowach).

Buziolce dla Was.

%d blogerów lubi to: